Św. Gemma Galgani ( 1878 - 1903) - wspomnienie 11 kwietnia
O Jezu, poszukaj dla mnie miłości, bo nie mam jej więcej, ukradłeś mi serce.
Niech osoba Św. Gemmy przekona wielu do medytacji cudów, które Łaska Boża zdziałała w Jej duszy oraz do ochoczej odpowiedzi, której Ona umiała udzielić «Miłości Ukrzyżowanej». Niech postępowanie Gemmy będzie zachętą dla wszystkich do Jej naśladowania na ścieżkach świętości, do której każdy jest wezwany.
«Po celebracji liturgicznej» – opowiada Święta – «ten, kto mi towarzyszył, chciał wysłuchać mszy, a ja zawsze bałam się, że mama odejdzie nie zabierając mnie ze sobą. Wysłuchałam mszy w sposób jak najpobożniejszy, modląc się za nią; w pewnej chwili usłyszałam w sercu głos: „Chcesz mi dać mamę?" „Tak" – odpowiedziałam – „Ale jeżeli weźmiecie także i mnie". „Nie!" – powtórzył ten sam głos – „Oddaj mi Twoją mamę z własnej woli. Ty teraz musisz pozostać z tatusiem. Zaprowadzę ją do nieba, wiesz? Dasz mi ją ochoczo?" Byłam zmuszona powiedzieć „tak". Po zakończeniu mszy pobiegłam do domu. Mój Boże! Spoglądałam na mamę i płakałam; nie mogłam się powstrzymać».
Latem tego samego roku (1885), kiedy stan zdrowia pani Aurelii się pogorszył, Gemma została wysłana do wujostwa ze strony mamy, Antonio i Eleny Landich. «Cóż za udręka» – napisze później Święta – «nie zobaczyłam więcej nikogo, ani tatusia, ani braci. Zupełnie zmieniłam życie, idąc z wujkiem; znalazłam tam też ciocię, która zupełnie nie przypominała mamy: dobra, pobożna, lecz chciała poznać Kościół do pewnego stopnia. Wówczas tak tęskniłam za czasem, kiedy mama nakazywała mi dużo się modlić!».
«Kto się karmi Jezusem» – miała zwyczaj powtarzać jak dobry kaznodzieja – «będzie żył Jego życiem». A Gemma, wprawiona w zachwyt i uniesiona tajemnicą Łaski, komentowała: «Zatem, kiedy Jezus będzie ze mną, ja nie będę więcej żyła we mnie, bo we mnie będzie żył Jezus. I umierałam z pragnienia, by móc wypowiedzieć te słowa tak szybko, jak to możliwe. Wiele razy, w medytacji nad nimi, spędzałam całe noce palona przez pragnienie. Aż nadszedł wreszcie tak bardzo upragniony dzień».
Spowiedź generalną Gemma odbyła u księdza biskupa Volpiego, który stał się jej spowiednikiem.
Pierwsze jej spotkanie z Jezusem Eucharystycznym miało miejsce 17 czerwca 1887 roku. Był piątek, święto Najświętszego Serca Pana Jezusa. «To, co zaszło między mną a Jezusem w tym momencie... nie potrafię tego wyrazić... Zrozumiałam wtedy, że rozkosze nieba nie są takie, jak te ziemskie. Ogarnęło mnie pragnienie ustawicznego trwania w zjednoczeniu z moim Bogiem. Czułam się coraz bardziej oderwana od świata i coraz bardziej gotowa do skupienia. Właśnie tego ranka Jezus powiedział mi o wielkim pragnieniu bycia zakonnicą».
W 1897 roku sytuacja finansowa Galganich osiągnęła stan krytyczny. Nie do opisania jest rozpacz, jaka ogarnęła wszystkich, kiedy ojciec zachorował na raka gardła, który 11 listopada tego samego roku doprowadził go do grobu.
«Dnia 2 lutego otrzymałam Komunię Świętą jako Wiatyk. Wyspowiadałam się i oczekiwałam momentu pójścia z Jezusem. I uwaga – lekarze, myśląc, że nie rozumiem, powiedzieli między sobą, że nie przeżyję do północy. Niech żyje Jezus!».
Gemma przeczytała książkę wiele razy: «nie mogła się nią nasycić, czytała ją ponownie; podziwiała cnoty Sługi Bożego i jego postępowanie». Pewnego razu konfrater Gabriel ukazał się jej, by ją pocieszyć.
Następnej nocy ponownie ukazał się jej, nazwał ją «siostrą», «pogłaskał ją po czole», zdjął emblemat Męki i podał jej go do ucałowania; następnie położył go na pościeli, w miejscu, gdzie znajdowała się jej klatka piersiowa i powtórnie zawołał do niej z miłością braterską: «Siostro moja!».
Na zakończenie modlitw, na które bardzo osłabiona chora mogła zaledwie odpowiadać, jakiś głos zapytał dźwięcznie: «„Chcesz wyzdrowieć?" i sam odpowiedział: „Tak", a następnie dodał: „Wyzdrowiejesz: módl się z wiarą do Serca Jezusa; każdego wieczoru, aż do zakończenia nowenny, będę przychodzić do Ciebie i będziemy modlić się razem do Serca Jezusa"».
Po krótkim czasie Gemma została uzdrowiona. Domownicy płakali z radości. Jezus, przed opuszczeniem mnie tego dnia, rzekł: «Córko moja, po łasce, której ci udzieliłem tego poranka, nastąpią kolejne, o wiele większe».
W następny piątek Gemma przyjęła Komunię sakramentalną: «Jezus przyszedł sam i oddał mi się».
Zmartwiona nieumiejętnością miłowania Go, «pewnego wieczoru, by uczynić się spokojniejszą, osiągnęłam w czasie modlitwy wewnętrzne skupienie, i po raz drugi znalazłam się przed obliczem Jezusa Ukrzyżowanego, który zwrócił się do mnie słowami: „Spójrz, córko, i ucz się, jak się kocha!", i pokazał mi pięć otwartych ran. „Widzisz ten krzyż, te ciernie, te gwoździe, te sińce, te zadrapania, te rany, tę krew? Wszystkie są dziełem miłości, i to miłości nieskończonej. Widzisz, do jakiego stopnia Cię umiłowałem? Chcesz mnie kochać naprawdę? Naucz się najpierw cierpieć. Cierpienie bowiem uczy miłości"».
«Po skupieniu wewnętrznym natychmiast nastąpiło uniesienie zmysłów i znalazłam się przed moją Mamą niebiańską, po jej prawicy stał mój Anioł Stróż, który kazał mi odmówić akt skruchy. Po jego wyrecytowaniu Mama zwróciła się do mnie tymi słowami: „Córko, w imię Jezusa niech Ci będą odpuszczone wszystkie grzechy". Potem dodała: „Jezus, mój Syn, bardzo Cię kocha i chce Cię obdarować łaską; będziesz wiedziała, że jesteś jej godna?". Moja słaba osoba nie wiedziała, co odpowiedzieć. A Ona dodała: „Ja będę Ci matką, czy ty będziesz moją prawdziwą córką?". Rozpostarła płaszcz i okryła mnie nim. W tym momencie ukazał się również Jezus. Miał otwarte wszystkie rany, lecz nie wypływała z nich krew, a wydostawały się jakby płomienie ognia, które w pewnym momencie dotknęły moich rąk, stóp i serca. Poczułam się jak umarła i upadłabym na ziemię, lecz Mama mnie podtrzymała, nieustannie okrywając swoim płaszczem. Trwałam tak przez wiele godzin, ale czułam się dobrze w tym stanie. Później Mama pocałowała mnie w czoło i wszystko zniknęło mi z oczu; okazało się, że klęczę na ziemi i odczuwam jeszcze wielki ból w rękach, w stopach i w sercu. Podniosłam się, gdyż chciałam położyć się na łóżku i zauważyłam, że z okolic mojego ciała, w których odczuwałam ból, wypływa krew. Zakryłam sobie je najdokładniej jak mogłam i z pomocą mojego anioła położyłam się na łóżku. Jednak owe bóle, owe męczarnie, zamiast mnie dręczyć, przynosiły mi spokój doskonały. Rankiem musiałam podjąć wielki wysiłek, by udać się na przyjęcie Komunii Świętej. Założyłam rękawiczki, lecz tylko po to, aby ukryć ręce. Nie mogłam utrzymać się na stojąco, każdej chwili wydawało mi się, że mogę umrzeć. Te bóle trwały aż do trzeciej po południu dnia uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa». Od tej pory stygmaty pojawiały się w każdy piątek.
W pewnym momencie Gemma oddaliła się od stołu, przy którym znajdowała się wraz z rodziną i o. Germanem. Domownicy domyślili się, że stanie się coś niezwykłego, więc wraz z kapłanem dyskretnie zbliżyli się do otwartych drzwi i byli świadkami istnej walki, jaką Święta toczyła z Jezusem o zbawienie pewnego grzesznika. Zwrócona ku miejscu, w którym ukazał się jej Zbawiciel, mówiła spokojnym, lecz stanowczym głosem: "Jezu, skoro tu jesteś, ponownie błagam Cię o nawrócenie mojego grzesznika" (tu wymieniła jego nazwisko). Jezus zdawał się odrzucać jej prośbę, ale nie ustępowała: "Zbaw go, o Jezu! Nie mów, że tego nie uczynisz, przecież jesteś samym Miłosierdziem, za niego przelałeś Swoją Krew tak samo jak za mnie! On się poprawi i nie będzie już grzeszył. Za niego ja siebie ofiaruję". W tym momencie Zbawiciel począł wyliczać jego bardzo ciężkie grzechy. Westchnęło biedne dziewczę przejęte grozą i zdawało się, że już traci nadzieję. Nagle olśniła ją nowa myśl i zawołała: "Jezu, Twoja Matka wstawia się za nim, czy możesz Jej odmówić?". Chrystus natychmiast ustąpił i Gemma w uniesieniu radości zawołała: "O Jezu, uratowałeś go! Będzie zbawiony!".
Po tym wydarzeniu Gemma powróciła do zwykłego stanu. Wśród domowników będących pod wrażeniem tego, co się zdarzyło, zapanowało chwilowe milczenie. Później o. German zaczął przygotowywać się do wyjazdu. Wtem niespodzianie otworzyły się drzwi i wszedł ten, o którego zbawienie walczyła Gemma z Jezusem. Padł na kolana przed kapłanem i ze łzami błagał o wysłuchanie spowiedzi. Kapłan znał jego grzechy, więc pomógł mu, przypominając zapomniane. Pojednany z Bogiem grzesznik wyraził zgodę na ujawnienie tego zdarzenia.
Pewnego ranka Jezus rzekł do Gemmy: «Ty będziesz córką mojej Męki, i to córką szczególnie umiłowaną. Jeden z tych synów będzie twoim ojcem. Idź i wyjaw mu wszystko».
Gemma zwróciła się do ojca Gaetano, któremu wcześniej zwierzała się częściej i który odsyłał ją zawsze oświeconą i szczęśliwą. On właśnie był tym, który pozwolił jej złożyć po raz pierwszy trzy śluby zakonne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.
Lecz ukrzyżowany Pan nie zostawił jej samej sobie. Pewnego dnia, będąc w stanie ekstazy, znalazła się przed Jezusem. «Ale nie byłam sama» – opowiada – «miałam obok siebie mężczyznę z siwymi włosami; po habicie poznałam, że to kapłan pasjonista. Miał złożone ręce i modlił się, modlił się żarliwie. Spojrzałam na niego, a Jezus zapytał mnie: „Córko, znasz go?" Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie. „Spójrz" – dodał – „ten kapłan będzie Twoim przewodnikiem i tym, który rozpozna w Tobie, słabym stworzeniu, nieskończone dzieło mojego miłosierdzia"».
W domu rodziny Gianninich Gemma miewała ekstazy niezwykle często, a wraz z nimi wizje i kolokwia. I często, bez wiedzy dziewczyny, jedne czy drugie były fotografowane przez Cecilię, Giustinę, Eufemię i Annettę Giannini.
«Gemma była zawsze bardzo naturalna» – kontynuuje Eufemia Giannini – «prosta i prawa we wszystkich swoich czynach, bez afiszowania się; poważna i zdystansowana, a przy tym pełna dobroci. Mówiła bardzo mało, lecz nigdy nie sprawiała wrażenia mrukliwej czy gburowatej. Była zawsze zadowolona, nigdy też nie okazała dezaprobaty czy odrazy wobec jakiejkolwiek sprawy. Dla siebie wybierała gorszą rzecz i ostatnie miejsce. Była chętna do prac domowych, takich jak sprzątanie ze stołu, a nawet czyszczenie obuwia wszystkich domowników, lecz nie robiła tego na pokaz».
«Trudno było namówić ją, by mówiła o sobie czy o swoich sprawach. Nigdy nas nie pouczała ani nie prowadziła długich rozmów, aby nie kreować się na nauczycielkę czy osobę uduchowioną».
W 1900 roku od ojca Gaetano Gemma dowiedziała się, że istnieją również mniszki pasjonistki. Odtąd nie mogła zaznać spokoju: «Od tej chwili moja myśl zatrzymała się na tych słowach: „Istnieją też pasjonistki" i moją wolą jest stać się pasjonistką».
Istnieje wiele listów zaadresowanych do kierownika duchowego i spowiednika, w których dziewczyna mówi o swoim pasjonistowskim powołaniu.
«Jestem zadowolona» – pisze podczas ostatniej choroby – «żyję cierpiąc nieustannie, lecz w pokoju, w ciszy. Nie proszę Go więcej o wstąpienie do klasztoru, jeżeli czeka mnie lepszy klasztor».
U kresu swojego życia nie doznała żadnego ludzkiego pocieszenia.
Kilka godzin przed odejściem z tego świata «wzięła w ręce krucyfiks i trzymając go na wysokości oczu oraz wpatrując się w niego, rzekła: „Widzisz, o Jezu? Więcej nie wytrzymam! Jeśli taka Twoja wola, przyjmij mnie!". Następnie podniosła oczy w kierunku wiszącego na ścianie obrazu Matki Najświętszej i dodała: „Mamo moja, powierzam Tobie moją duszę! Powiedz Jezusowi, aby okazał mi miłosierdzie!"».
«Ja chciałem» – oznajmia wicerektor kościoła Róży – «aby położono jej na klatce piersiowej emblemat pasjonistów, bo mimo że Gemma nie była pasjonistką w rzeczywistości, to z pewnością była nią sercem i najszczerszym pragnieniem».
«Była piękna jak anioł, spokojna, pogodna, uśmiechnięta jak zawsze, a – ponieważ cieszyła się szacunkiem – wielu przyszło ją odwiedzić i były to osoby każdego stanu».
Cztery lata po śmierci Świętej ukazała się pierwsza biografia napisana przez ojca Germano, później przetłumaczona na wiele języków i czytana na całym świecie: aż trudno sobie wyobrazić, ile dobrego wśród ludzi uczyniło to dzieło.
W Lukce, 3 października 1907 roku, wszczęto procesy zwyczajne, a w Pizie, 20 stycznia 1922 – procesy apostolskie, dążące do beatyfikacji młodej kobiety.
14 maja 1933 roku Pius XI ogłosił ją błogosławioną, natomiast 2 maja 1940 nastąpiła uroczysta kanonizacja «ubogiej Gemmy» (wł. la povera Gemma), której przewodniczył Pius XII.
16 marca 1905 roku z Tarquinii przybyły pierwsze mniszki pasjonistki, matka Giuseppa i matka Gabriella.
Niedługo później dołączyło do nich siedem postulantek.
We wrześniu 1935 roku położono kamień węgielny pod budowę istniejącego do dziś klasztoru-sanktuarium (znajduje się on na tym samym terenie, co, zburzony w późniejszym czasie, poprzedni dom pasjonistek). W maju 1940 roku prace zostały praktycznie zakończone.
Gemma miała rację, kiedy odesłana z klasztoru w Tarquinii, zawołała żywiołowo: «Nie chciano mnie tam żywej, to wezmą mnie zmarłą». Również ciotka Elisa usłyszała kiedyś: «Niech ciocia posłucha, za życia mnie tu nie chcą, lecz będą mnie szukać po śmierci!».
8 września 1933 roku, z okazji beatyfikacji, na potrzeby obchodów uroczystości w diecezji, relikwie Świętej zostały przeniesione do katedry Świętego Marcina, a 2 października trafiły z powrotem do sanktuarium.
http://www.swietagemma.pl/swiadectwo/cuda-i-laski
Skarby Kościola:
Odsłony: 1448