Św. Rita z Cascii - wspomnienie 22 maja

Kategoria: Święci i Patroni Opublikowano: poniedziałek, 22 maj 2017 Agnieszka Malicka Drukuj E-mail

Św. Rita z Cascii

 

Margarita Lotti ( 1381 - 22 maja 1457)

 Augustynianka, stygmatyczka.

Patronka spraw trudnych, orędowniczka w sytuacjach beznadziejnych.

 

 

 

ŚW. RITA - RÓŻA I CIERŃ

 

Cudowne narodziny.

 

Jest rok 1381. Wśród wzgórz włoskiej prowincji Umbria, w niewielkiej wiosce Rocca - Porena, przychodzi na świat dziewczynka. Jej narodziny, przyjęte z radością, są tyleż błogosławione, co niespodziewane. Rodzice, Amata i Antonio Lotti, w ciągu swego kilkunastoletniego bezdzietnego pożycia, zdążyli się już pogodzić z myślą, że widocznie nie jest im pisane potomstwo. Taka widać wola Boża. Zresztą nie ma czasu na użalanie się nad sobą, kiedy trzeba w pocie czoła uprawiać rolę i doglądać stad, żeby zarobić na życie.

   Amata i Antonio mają też i inne zajęcie. Czasy są niespokojne. W rozdrobnionych politycznie Włoszech możne rody walczą o władzę w poszczególnych miastach, a Kościół przeżywa jeden z większych kryzysów w swojej historii. Od trzech lat próbuje nim rządzić dwóch papieży i najtęższe głowy na próżno usiłują dociec, który z nich jest rzeczywistym następcą świętego Piotra! W chaosie i niepewności namiętności ludzkie szaleją ze zdwojoną siłą. Porachunki rozstrzyga się we własnym zakresie. Powszechnie panuje prawo wendetty - za krzywdę wyrządzoną swoim, mężczyzna mści się na rodzinie krzywdziciela.  To z kolei rodzi kolejną zemstę i łańcuch przemocy ciągnie się w nieskończoność - chyba, że obie rodziny dojdą do porozumienia, zwykle przy pomocy rozjemców, którymi są cieszący się ogólnym poważaniem obywatele. Taką właśnie rolę pełnią małżonkowie Lotti, a ich wpływ wykracza poza rodzinną wioskę, obejmując także pobliskie miasto Cascia. Sami nie mogąc przekazać życia potomstwu, chronią przed przemocą dzieci innych rodziców, wnosząc pokój w swoje otoczenie.

   W to uregulowane, oddane Bogu i ludziom życie wkracza teraz maleńka Margarita zwana powszechnie Ritą, pod którym to zdrobnieniem przejdzie do historii. Sąsiedzi nie mają wątpliwości - Bóg słusznie pobłogosławił tym dobrym ludziom, którzy nareszcie mają dla kogo pracować i od kogo spodziewać się wyręki na starość. To istny cud. Poza tym, mała nie wyrosła jeszcze z kolebki, a już opowiada się o niej zdumiewające rzeczy. Rodzice, idąc do pracy w polu, zostawiają zwykle córeczkę przy miedzy, na tyle blisko, by usłyszeć jej płacz. Któregoś dnia znajomy rolnik zranił się mocno w rękę, a idąc do jednego z pobliskich domów na opatrunek, zmartwiał, widząc, że wokół małej kręci się cały rój pszczół. Zapominając o ranie, rzucił się na ratunek, lecz ku swemu zdziwieniu stwierdził, że pszczoły - ku wyraźnej uciesze przyglądającej im się spokojnie dziewczynki - fruwają tuż przy jej twarzy, nie czyniąc jej żadnej krzywdy. Kiedy tak patrzył, rana zabliźniła się, nawet nie wiedzieć kiedy. Można wierzyć w tę opowieść lub nie, ale przecież ręka zdrowa!

   Jednak początkowe poruszenie niespodziewanym wydarzeniem w rodzinie Lotti szybko mija i dzieciństwo małej Rity upływa spokojnie, wpisując się w ustalony rytm życia mieszkańców wioski. Wychowywana bogobojnie przez starszych rodziców dziewczynka pomaga w pracach domowych, bawi się z dziećmi sąsiadów, a także - co nie jest wcale w owych czasach rzeczą oczywistą - uczy się czytać i pisać. Wraz z rodzicami uczęszcza do kościoła parafialnego Świętego Augustyna w Cascii, korzystając z posługi duszpasterskiej tamtejszych zakonników. Odwiedza też czasem przynajmniej jedną z czterech żeńskich wspólnot zakonnych Cascii, klasztor sióstr augustynianek, gdzie mieszka jej krewna i gdzie znajduje się bliski jej sercu obraz Jezusa w koronie cierniowej.

 

Pierwszy krzyż. 

 

Wchodząc w wiek, kiedy inne dziewczęta oglądają się za chłopcami, Rita z coraz większą tęsknotą kieruje wzrok na mury klasztoru Świętej Marii Magdaleny. To nie dziecinna mrzonka. Czternastoletnie dziewczynka dobrze wie, czego chce, osiągnęła już przecież właściwy wiek do zawierania zaręczyn. Jej postanowienie natrafia jednak na silny opór rodziców. Choć sami pobożni, nie tak wyobrażają sobie przyszłość córki, której chcieliby zapewnić dobre, spokojne życie. Czy Kościół przeżywający tak poważny kryzys przywództwa, potrafi zatroszczyć się o bezpieczeństwo gromadki bezbronnych zakonnic, wśród których są siostry w wielu różnych rodzin, należących nieraz do przeciwnych stronnictw politycznych? Czy klasztorne mury zdołają uchronić je przed zamieszkami lub plagą wendetty? Niech lepiej Rita wyjdzie za mąż, a wtedy, gdy zabraknie rodziców, będzie miała pewną opiekę i wsparcie.

   Zresztą nadarza się, co ważne, odpowiedni kandydat, Paweł Mancini, strażnik miejski czuwający nad bezpieczeństwem mieszkańców. Rodzice bez wahania powierzą swoją jedynaczkę temu zaradnemu, energicznemu mężczyźnie.

 


   Słowa Amaty i Antonia po ludzku są ciosem dla Rity, która za nic nie potrafi zrozumieć , dlaczego człowiek miałby być dla niej pewniejszym oparciem niż Bóg. Jednak na modlitwie, a być może również po zasięgnięciu rady spowiednika uświadamia sobie swój własny obowiązek wobec rodziców, którzy nie mają w swej starości innej podpory niż ona, Rita, dana im cudem przez Boga. 

   Czy więc to nie Bóg przemawia przez ich usta? Czy nie jest wolą Boga, aby poświęciła swoje własne plany i wzięła na siebie ten właśnie krzyż, który On jej wyznacza? A jeśli tak rzeczywiście jest, to jej pragnienia i marzenia muszą zejść na plan dalszy. Przyjmie swój los nie w szemraniu i buncie, ale wielkodusznie, tak jak kiedyś jej matka przyjęła krzyż bezpłodności.

   Szesnastoletnia Rita wychodzi za mąż pogodzona z sytuacją i zdecydowana jak najlepiej służyć Bogu w osobie męża i dzieci. Paweł Mancini jest dobrą partią i atrakcyjnym mężczyzną, szczerze przywiązanym do swojej młodej żony, lecz jego wybuchowa i uparta natura nie wróży łatwego pożycia, a różnica charakterów i upodobań staje się ciężkim krzyżem dla wrażliwej, kochającej samotność Rity. Ona wie jednak, że nie wyszła za mąż dla własnej przyjemności, lecz by wypełnić Boże powołanie. W nieporozumieniach małżeńskich nie szuka pociechy u rodziców czy sąsiadek. Jej powiernikiem jest Bóg i trzej obdarzani szczególnym kultem w jej stronach święci : św. Augustyn, Jan Chrzciciel oraz kandydat na ołtarze, augustynianin, Mikołaj z Tolentino. To z nimi rozmawia Rita, piorąc bieliznę, przygotowując posiłek, zbierają figi czy przycinając róże - a modlitwa daje jej siłę, be wnosić pokój i pogodę ducha w życie swojej rodziny.

 

Żona, matka i wdowa.

 

Mijają kolejne lata. Ku radości małżonków przychodzą na świat synowie - bliźniacy Jan Jakub i Paweł Maria. W rodzinie panuje wreszcie upragniona przez Ritę zgoda. Paweł Mancini, choć raptus, z czasem zaczyna doceniać zalety swojej żony, ona także coraz lepiej potrafi wczuć się w jego potrzeby. Już nie jedno, ale oboje małżonkowie szczerze modlą się do Boga. Amata i Antonio, jak tego pragnęli, odchodzą ze świata spokojni o losy swego dziecka. Przechodząc koło klasztoru sióstr augustynianek, Rita z uśmiechem głaszcze dwie ciemnowłose główki, nie czując już ukłucia w sercu. 

   Jednak pewnego wieczoru 1413r. Paweł nie wraca do domu. Wkrótce sąsiedzi przynoszą do domu jego martwe ciało noszące ślady przemocy. Tożsamość mordercy nie jest dla nikogo tajemnicą - Paweł padł ofiarą wendetty z rąk wrogów rodziny Mancinich. Stojąc na jego ciałem Rita i jej kilkunastoletni synowie próbują - każde na swój sposób - poradzić sobie z tą tragedią. Rita, wypowiadając z bólem słowa przebaczenia, patrzy przerażona na zaciskające się pięści synów. „ Wendetta” - szepczą chłopcy. Matka może sobie wybaczać, ale do nich należy pomścić ojca. Znają obowiązek mężczyzny. Niech tylko jeszcze trochę dorosną, a wtedy kto inny będzie opłakiwać swoich.

   Nawet wpływ matki nie wiele zdziała tam, gdzie w grę wchodzi męski honor. Chłopcy wyraźnie odziedziczyli krewki temperament Pawła i Rita na próżno próbuje nakłonić ich do przebaczenia, do szukania ukojenia w Bogu. Nie wie, co boli ją bardziej - tragiczna śmierć męża, z którym łączy ją szesnaście wspólnie przeżytych lat, czy poczucie, że jej wysiłki wychowawcze skończyły się fiaskiem. Przecież Bóg nie powołał jej do macierzyństwa po to, żeby wychowała morderców! Co jednak ma począć? Przypomina sobie argumenty, którymi kiedyś przywodzili przeciwników do zgody jej rodzice. Wszystko na nic. Jan Jakub i Paweł Maria zamykają uszy na jej słowa. Są w wieku, kiedy presja środowiska często okazuje się silniejsza niż wyniesione z domu zasady. A poza tym jedynie perspektywa zemsty przynosi ulgę ich sercom.

   Widząc bezskuteczność swoich wysiłków, Rita milknie przed ludźmi, ale nie przed Bogiem. Będzie postępować z synami tak, jak kiedyś z Pawłem - starając się łagodzić ich porywczość spokojem i pogodą ducha, a jednocześnie gorąco modląc się o pokój i zgodę. Są jeszcze bardzo młodzi i nim dorosną, wiele może się zmienić.

 

Na zakręcie.

 

Sprawy rzeczywiście przybierają nieoczekiwany obrót, jednak nie taki, jaki pragnęła wymodlić zbolała matka. Niecały rok po zabójstwie Pawła obaj chłopcy kolejno padają ofiarą ogarniającej rejon Cascii zarazy. Ta najcięższa żałoba zamyka nieuchronnie pewien etap życia Rity, która w wieku lat trzydziestu dwóch zostaje zupełnie sama. Rodzice, mąż i dzieci , których potrzebom była dotąd podporządkowana jej codzienna krzątanina, są już w wieczności. Rita nie potrafi żyć dla siebie. Co teraz począć, w co włożyć ręce, jak uporać się z bólem, który ani na chwilę nie daje o sobie zapomnieć?

   Sąsiedzi i dali krewni patrzą ze współczuciem na kobietę, która straciła wszystkich. Jest dzielna. Ledwo wyszła z najgłębszej żałoby, a już zabrała się do pracy w miejscowym zajeździe, gdzie posługuje zatrzymującym się tam przejezdnym. Zajęcie to daje jej skromne utrzymanie i poczucie przydatności. Po pracy często wychodzi na pobliski szczyt, gdzie w samotności przed Bogiem daje upust nurtującym ją uczuciom. Cierpi, ale w łączności z Jezusem, który oddał życie na krzyżu, będąc w podobnym wieku co ona. Czy to przypadek, że od dzieciństwa tak bliski jest jej Jego wizerunek w koronie cierniowej? A może Bóg, w przewidywaniu trudów jej życia, chciał jej dać oparcie w postaci szczególnej bliskości ze sobą cierpiącym?

   Po raz kolejny Rita przyjmuje swój krzyż i odzyskuje pokój. Wspomnienie dawnego życia sprawia coraz mniejszy ból. Jej bliscy są bezpieczni w Bogu, a ona, Rita, ma przed sobą widać jeszcze jakieś zadania, skoro Bóg pozostawił ją jeszcze na świecie. Nie ma już obowiązków rodzinnych, może Mu się poświęcić cała, może nawet … wstąpić do klasztoru. Pragnienie życia zakonnego, którego wyrzekła się kiedyś z takim trudem, powraca ze zdwojoną siłą. Teraz już nic nie będzie w stanie jej zatrzymać. W zgiełku zajazdu i ciszy modlitwy myśli Rity wciąż krążą wokół coraz bardziej upragnionego celu.

 

Szturm do nieba.

 

Siostry z klasztoru Świętej Marii Magdaleny przyjmują prośbę Rity z mieszanymi uczuciami. Jest dobrą, ofiarną kobietą, a jej pragnienie wydaje się szczere. Jednak lepiej nie brać sobie na głowę takiego kłopotu. Przełożona z nietęgą mina wyjaśnia Ricie powodu odmowy - jest dojrzałą kobietą, wdową, a do ich zakonu przyjmuje się jedynie panny. Zresztą niech Rita sama pomyśli, jak będzie się czuła w gronie nowicjuszek, z których każda mogłaby być jej córką.  W świecie też można się uświęcić. Gdyby rzeczywiście Bóg chciał mieć Ritę w klasztorze, to otworzyłby jej do niego drogę w młodości.

   Rita odchodzi niezrażona pierwszą odmową. Wierzy, że przekona siostry cierpliwością, tak jak kiedyś zdobyła nią dla Boga serce swego męża. Powraca po raz kolejny. I jeszcze raz. Przełożona z uporem trzyma się swojej decyzji. Jednak za coraz bardziej nieskładnymi argumentami Rita wyczuwa prawdziwy powód odrzucenia jej kandydatury. Jej mąż padł ofiarą wendetty. Wprawdzie ona sama przebaczyła mordercy, a jej synowie nie żyją, jednak dalsi krewni z pewnością poczuwają się do zemsty. Przemoc będzie się szerzyć. Trudno wymagać, by siostry zgodziły się narazić swoją wspólnotę na uwikłanie w zbrodnię. 

   Rita przypuszcza szturm do nieba, po raz kolejny błagając o wstawiennictwo trójkę bliskich sobie świętych - Augustyna, Jana Chrzciciela i Mikołaja z Torento. Za młodu poświęciła marzenia o życiu zakonnym nie za słabości ,ale z dobrze pojętego posłuszeństwa. Tym razem jest pewna woli Bożej, a skoro tak, to Bóg otworzy jej drogę do wspólnoty, choćby miała cudem przeniknąć za zakonną klauzurę!

 

Otwarcie bramy.

 

Cud wydarza się rzeczywiście i, jak głosi legenda, wzywani przez nią święci wprowadzają ją do klasztoru przez zamknięte bramy. Nie dzieję się to jednak bez aktywnej współpracy samej Rity, która bez wahania idzie za otrzymanym na modlitwie światłem. Boże natchnienie prowadzi ją prosto do krewnych Pawła, na których ciąży teraz obowiązek niedopełnionej przez jej synów wendetty. Po ludzku to niedorzeczne, żeby zechcieli z niej zrezygnować, ale dla Boga nie ma nic niemożliwego! Zresztą przecież i jej rodzice podejmowali się za życia podobnych misji.

   Słowa Rity nieoczekiwanie padają na podatny grunt. Rodzina Mancinich zgłasza gotowość do pojednania się z przeciwnikami i prosi Ritę o pośrednictwo. Jej pojawienie się jest wstrząsem dla rodziny zabójców Pawła, w każdej chwili spodziewającej się skrytobójczego ciosu. Oni także mają już dosyć wzajemnego przelewu krwi. Dochodzi do spotkania, podczas którego, dotychczasowi wrogowie obejmują się wzajemnie i sporządzają pisemny akt zgody, co staje się taką sensacją, że jeszcze za życia Rity scena ta zostaje uwieczniona na ścianie jednego z kościołów w Cascii!

 

Życie zakonne.

 

Kiedy Rita pojawia się z klasztorze z cennym dokumentem, siostry nie mają już serca czynić jej przeszkód. Niech spróbuje. Ciekawe zresztą, czy ta niezwykła kobieta potrafi nagiąć się do wymogów klasztornego życia. Liczy sobie już 36 lat, była gospodynią we własnym domu, matką, po śmierci męża samotnie wychowywała synów. W takiej sytuacji ma się już swoje nawyki i upodobania. Jak ta nietypowa nowicjuszka odnajdzie się w życiu klasztornym, gdzie posłuszeństwo liczy się bardziej niż szybkość i skuteczność wykonanej pracy? Czy pozwoli pokierować sobą przełożonym? Czy nie odejdzie wkrótce, uznając, że przeliczyła się z siłami?

   Rita przeżyje w klasztorze 40 lat - większość swojego życia. Symbolem jej zwycięstwa nad sobą stanie się pnąca po klasztornym murze wspaniała winorośl, wyrosła z podlewanego przez nią systematycznie na rozkaz przełożonej uschłego patyka. Rita zna się na ogrodnictwie, ale wie również, kiedy w imię wyższych wartości należy zrezygnować ze swoich racji. Daleka od pouczania innych, z pokorą przyjmuje zlecone jej zajęcia, słucha wskazówek, a przede wszystkim wiele modli się do Boga, u Niego szukając wsparcia i pomocy, jak zwykła to czynić od dzieciństwa. 

   Nie mogąc wnieść w klasztorne życie młodości, Rita wnosi w nie doświadczenie i umiejętności dojrzałej kobiety, co ma swoje znaczenie w zgromadzeniu, którego reguła pozwala na odwiedzanie chorych i ubogich. Ta wyjątkowa siostra, która wychowała dwoje dzieci i doprowadziła do Boga trudnego męża, szybko znajduje wspólny język ze swoimi podopiecznymi, ogarniając zastaną sytuację od jednego rzutu oka, służąc radą i fachową pomocą. Podczas wspólnych i samotnych modlitw powierza Bogu spotykane rodziny z tą samą gorliwością, z jaką niegdyś powierzała własną.

 

Cud ciernia.

 

Jednak po 25 latach życia zakonnego wydarza się coś, co odsuwa Ritę od ludzi, kierując ją jeszcze bardziej radykalnie ku modlitwie i kontemplacji. W Wielki Piątek Rita wraz z siostrami słucha kazania pasyjnego wygłoszonego przez słynnego franciszkańskiego kaznodzieję. Po powrocie do klasztoru pogrąża się w modlitwie. Czuje szczególną bliskość z Jezusem cierpiącym. Staje jej przed oczyma jej własne życie, tak trudne i pełne wyrzeczeń. Może właśnie to dzięki temu potrafi teraz tak bardzo wczuć się w cierpienie Jezusa, przyjmującego z miłością Krzyż za zbawienie świata. Może właśnie dlatego tak bardzo pragnie zjednoczyć się z Nim we wspólnym bólu i wspólnej miłości i wziąć na siebie choć cząstkę Jego cierpienia.

   Z modlitewnej ekstazy Rita wychodzi z raną na czole - stygmatem ciernia, który pozostaje jej już do końca życia. Ten widomy znak jej uczestnictwa w męce Zbawiciela staje się jednocześnie jakby piętnem oddzielającym ją od innych. Tradycyjne żywoty mówią o odrażającym zapachu rany, który sprawia, że Rita przebywa odtąd samotnie w swojej celi, pozbawiona nawet towarzystwa sióstr. Jednak już sam fakt posiadania stygmatu z pewnością uniemożliwia jej dotychczasowe kontakty z ubogimi i chorymi. Jak rozmawiać z człowiekiem, który nosi na sobie ranę Jezusa? Jak korzystać z jego usług? Rita coraz bardziej staje się dla swoich współczesnych kimś nie z tego świata, kimś, kogo można podziwiać, ale z kim trudno utrzymywać swobodne, serdeczne stosunki.

   Rana znikła z czoła Rity tylko raz, kiedy siostrom nadarza się sposobność odbycia pielgrzymki do Rzymu z okazji Roku Jubileuszowego czy też,  jak chcą inne źródła, kanonizacji jednego z trzech jej niebieskich przyjaciół, Mikołaja z Torento. Kiedy Rita prosi przełożoną o pozwolenie na udział w pielgrzymce, ta odmawia ze względu na stan jej zdrowia. Gdy jednak wkrótce Rita pojawia się u niej ponownie, bez widocznego stygmatu, nie ma już przeszkód, aby wyruszyła wraz z innymi. Augustynianki powoli przyzwyczajają się do myśli, że dla ich współsiostry nie ma spraw beznadziejnych.

   Nie tylko siostry to wiedzą, że Rita ma swoje szczególne układy z niebem. Do jej celi, w której po powrocie z Rzymu przebywa samotnie, z odnowionym stygmatem, napływają intencje modlitewne. Dzieją się cuda. I choć Rita coraz bardziej słabnie fizycznie, siła jej modlitwy wzrasta, wypraszając uzdrowienia, przemianę życia czy zgodę w rodzinach.

 

Róża i figi.

 

Pod sam koniec życia, gdy zniszczona wiekiem i chorobom Rita nie opuszcza już swojej celi, odwiedza ją dawna przyjaciółka z rodzinnej miejscowości. Chciałaby zrobić jej jakąś przyjemność - może Rita czegoś potrzebuje, może ma ochotę na jakiś przysmak albo drobiazg, który rozjaśniłby surowość jej celi. Rita z ożywieniem prosi o różę ze swojego dawnego ogrodu w Rocca - Porena. Jest tak przejęta, że nie sposób jej odmówić, szkopuł w tym, że jest właśnie środek zimy! Przyjaciółka odchodzi przygnębiona, jednak ku swemu zaskoczeniu, mijając dom Rity, zauważa pod śniegiem pięknie rozkwitłą różę, którą z radością zanosi chorej. A kiedy następnie Rita prosi o figi, idzie prosto do ogrodu, gdzie już bez większego zdziwienia znajduje dwa dorodne owoce.

   Jest bardzo znamienne, że Rita - dojrzała święta i stygmatyczka - pod koniec życia sięga do swoich początków, kiedy uczyła się przyjmować wolę Bożą. Biografowie dopatrują się w róży symbolu jej miłości małżeńskiej, w figach miłości macierzyńskiej do zmarłych przedwcześnie synów. Rita widzi, że każdy etap jej życia jest ważny w oczach Boga, każdy też wydał zamierzony przez Niego owoc. Wszystko ma sens - który zazwyczaj staje się jasny dopiero po śmierci - ale Rita dostrzega go już teraz, w bliskości Boga, który wysłuchuje jej próśb, także tej o zbawienie męża i dzieci. Dziękując Bogu za spełnione życie, Rita spokojnie czeka na przejście do wieczności.

 

Cud uzdrowionej reki.

 

Kiedy 22 maja 1457 r. Rita odchodzi do Pana, na dźwięk dzwonów gromadzi się cała społeczność Cascii i okolic. Każdy chce pomodlić się przy jej ciele, które pomimo ciągłego odkładania pogrzebu nie podlega naturalnym prawom rozkładu, przeciwnie, wydaje miły zapach. Wśród żałobników stoi także pewien stolarz, Cicco Barbaro, który musiał porzucić swój zawód, gdy nieszczęśliwy wypadek pozbawił go władzy w jednej ręce. Jest niepocieszony. Tak bardzo chciałby zrobić piękną trumnę dla Rity, zamiast tej prostej i pozbawionej ozdób, do której ją złożono. Gdy tylko wypowiada to pragnienie, jego bezwładna kończyna nabiera giętkości i Cicco z entuzjazmem spełnia swoje marzenie.

   Cud uzdrowienia chorej reki stolarza spina jakby klamrą ziemskie życie Rity, której przecież już w niemowlęctwie przypisywano cud uzdrowienia skaleczonej ręki rolnika, pragnącego ratować dziewczynkę przed rojem pszczół. Co ciekawsze, wśród 11 udokumentowanych cudów stwierdzonych bezpośrednio po jej śmierci znalazł się jeszcze jeden podobny - cud uzdrowienia sparaliżowanej ręki kuzynki Rity. Te cuda, przywracające człowiekowi siły do podejmowania na nowo swoich obowiązków zgodnie z wyznaczonym mu przez Boga powołaniem, tak bardzo są w stylu tej, która nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych nigdy nie opuszcza rąk, lecz dzięki modlitwie i współpracy z łaską Bożą znajdowała wyjście.

 

Droga do kanonizacji.

 

Po śmierci Rity jej kult rozwija się spontanicznie za pełną aprobatą miejscowych władz kościelnych. Mieszkańcy Cascii lgną do swojej rodaczki, którą kręte koleje losu uczyniły szczególnie bliską tak wielu grupom ludzi - żyjący w małżeństwie i osobom konsekrowanym, rodzicom i dzieciom, a także samotnym, cierpiącym i nieszczęśliwym. Widzą oni w Ricie swoją siostrę, matkę, opiekunkę, która naprawdę pomaga z nieba, podobnie jak wspierała ich za życia. Coraz więcej osób opowiada o konkretnych łaskach doznawanych za jej pośrednictwem. Organizowane są nabożeństwa, procesje, malarze tworzą jej wizerunki, lud czci relikwie. Wszyscy wiedzą, że siostra Rita jest święta, i nikt nie zaprząta sobie zbytnio głowy tym, że nie przecież nie ma w tej sprawie oficjalnego orzeczenia Rzymu.

   Taki stan rzeczy utrzymuje się nieprzerwanie przez 150 lat. Jednak w roku 1623 papieżem zostaje Urban VIII, który postanawia uporządkować kult świętych w Kościele. Spostrzega tyle nadużyć w tym zakresie. Ludowa pobożność czci wielu świętych, których nawet samo istnienie jest historycznie niepewne. Trudno bowiem opierać się jedynie na garstce fantastycznych legend. Zostają więc ustalone konkretne procedury, pozwalające na wydanie dekretu zatwierdzającego długotrwały kult danej osoby, co jest równoznaczne z jej beatyfikacją. Do Cascii przyjeżdża komisja, która formalnie przesłuchuje świadków, spisuje relacje o cudach, bada historyczne malowidła, a także ciało Rity, cudownie zachowane od rozkładu. Po zapoznaniu się z wynikami prac komisji papież w 1628 r. ogłasza, że Ricie przysługuje odtąd w Kościele tytuł błogosławionej.

   Na swoją kanonizację Rita musi jednak jeszcze poczekać, i to całe 280 lat! Żmudny proces kanonizacyjny ciągnie się w nieskończoność , i gdy wydaje się, że już utknie na zawsze, kolejny głośny cud za wstawiennictwem Błogosławionej znów popycha sprawę do przodu. Ostatecznie kanonizacji Rity dokona w roku 1900 papież Leon XIII, wskazując tę „ drogocenną Perłę Umbrii” jako wzór i opiekunkę już nie tylko jej rodakom, ale też chrześcijanom całego świata. Kult Rity rozprzestrzenia się odtąd daleko poza Cascię, znajdując drogę do różnych zakątków świata - miedzy innymi także do Polski.

 

Kult Rity dzisiaj. 

 

Co sprawia, że święta Rita, żyjąca w tak różnych od naszych czasach, po dziś dzień przyciąga do siebie ludzkie serca i skutecznie uczy zaufania do Boga nawet w najtrudniejszych życiowych sytuacjach? Sekret kryje się nie tylko w niezwykłej skuteczności jej wstawiennictwa. Świętość Rity pociąga, gdyż zrodziła się wśród zwyczajnych ludzkich problemów, z którymi i my często musimy się zmagać. Nie była jej obca samotność, brak wzajemnego zrozumienia w rodzinie, konflikty międzyludzkie, jątrzące spory polityczne, choroba i śmierć najbliższych, przeciwności życiowe. Jest to z pewnością święta, która potrafi nam współczuć w naszych skomplikowanych nieraz kolejach losu.

   W świętej Ricie widzimy także kobietę pełną wewnętrznej siły, która nie poddaje się biernie okolicznościom z ponurą rezygnacją ani tym bardziej z buntem w sercu, lecz przyjmuje swój krzyż z ręki Boga, starając się we wszystkim szukać Jego woli. Swoją postawą uczy nas, że czasem trzeba zaakceptować daną sytuację, a kiedy indziej ze wszystkich sił zabiegać o jej zmianę. Przede wszystkim zaś pokazuje, że chociaż nikt w tym życiu nie ucieknie od krzyża, to szczery i głęboki kontakt z Bogiem zmienia wszystko, sprawiając, że nawet trudne życie nabiera sensu i nadziei, stając się przez to darem także dla innych. Jeśli zechcemy uczyć się od niej takiej postawy, doświadczymy, jak nasze sparaliżowane zniechęceniem i rozczarowaniem ręce wyciągają się z nową energią ku wyznaczonym nam przez Boga zadaniom - i będzie to jeden z największych cudów, jaki może nam wyprosić ta niezwykle popularna święta.

 

 

Umbria - prowincja Włoch,  w której przyszła na świat Rita

 

 

 

Kościół św. Rity w Cascia

 

 

 

 

Ciało św. Rity, które cudownie nie uległo do dziś rozkładowi.

 

 

 

 

 

Odsłony: 570