Św. Gemma Galgani ( 1878 - 1903) - wspomnienie 11 kwietnia

Opublikowano: czwartek, 11 kwiecień 2019

56757561 2555344201162390 8467852985584582656 nO Jezu, poszukaj dla mnie miłości, bo nie mam jej więcej, ukradłeś mi serce.

Niech osoba Św. Gemmy przekona wielu do medytacji cudów, które Łaska Boża zdziałała w Jej duszy oraz do ochoczej odpowiedzi, której Ona umiała udzielić «Miłości Ukrzyżowanej». Niech postępowanie Gemmy będzie zachętą dla wszystkich do Jej naśladowania na ścieżkach świętości, do której każdy jest wezwany.

 

Wczesne dzieciństwo
Gemma urodziła się 12 marca 1878 roku, z rodziców Enrico Galganiego i Aurelii Landi, w miejscowości Borgonuovo, gminie Capannori, parafii Camigliano, diecezji lukkijskiej. Następnego dnia została ochrzczona i otrzymała imiona: Gemma, Umberta, Pia.
W kwietniu 1878 roku państwo Galgani przeprowadzili się do Lukki, gdzie zamieszkali przy Via de' Borghi. Niestety, po zmianie miejsca zamieszkania, pani Aurelia zachorowała.
 
Bierzmowanie i śmierć mamy
26 maja 1885 roku, w kościele pod wezwaniem św. Michała (wł. San Michele in Foro), ks. abp Nicola Ghilardi, ordynariusz diecezji lukkijskiej, udzielił Gemmie Sakramentu Bierzmowania.
«Po celebracji liturgicznej» – opowiada Święta – «ten, kto mi towarzyszył, chciał wysłuchać mszy, a ja zawsze bałam się, że mama odejdzie nie zabierając mnie ze sobą. Wysłuchałam mszy w sposób jak najpobożniejszy, modląc się za nią; w pewnej chwili usłyszałam w sercu głos: „Chcesz mi dać mamę?" „Tak" – odpowiedziałam – „Ale jeżeli weźmiecie także i mnie". „Nie!" – powtórzył ten sam głos – „Oddaj mi Twoją mamę z własnej woli. Ty teraz musisz pozostać z tatusiem. Zaprowadzę ją do nieba, wiesz? Dasz mi ją ochoczo?" Byłam zmuszona powiedzieć „tak". Po zakończeniu mszy pobiegłam do domu. Mój Boże! Spoglądałam na mamę i płakałam; nie mogłam się powstrzymać».

Latem tego samego roku (1885), kiedy stan zdrowia pani Aurelii się pogorszył, Gemma została wysłana do wujostwa ze strony mamy, Antonio i Eleny Landich. «Cóż za udręka» – napisze później Święta – «nie zobaczyłam więcej nikogo, ani tatusia, ani braci. Zupełnie zmieniłam życie, idąc z wujkiem; znalazłam tam też ciocię, która zupełnie nie przypominała mamy: dobra, pobożna, lecz chciała poznać Kościół do pewnego stopnia. Wówczas tak tęskniłam za czasem, kiedy mama nakazywała mi dużo się modlić!».
17 września 1886 roku, po pięciu latach chorowania na gruźlicę płuc pani Aurelia zmarła.
 
W szkole
Jak zaświadczają niektóre jej współuczennice, wydaje się, że Gemma najpierw uczęszczała do szkoły prywatnej, później do państwowej. Następnie, w Instytucie Oblatek Ducha Świętego, zwanych popularnie „zytkami", Święta uczęszczała do dwu klas udoskonalenia.
 
Pierwsza Komunia Święta
Już od początku 1887 roku Święta zapoczęła poznawać życie „zytek"; wydaje się jednak, że wyłącznie po to, aby nauczyć się katechizmu i przygotować do Pierwszej Komunii Świętej.

«Kto się karmi Jezusem» – miała zwyczaj powtarzać jak dobry kaznodzieja – «będzie żył Jego życiem». A Gemma, wprawiona w zachwyt i uniesiona tajemnicą Łaski, komentowała: «Zatem, kiedy Jezus będzie ze mną, ja nie będę więcej żyła we mnie, bo we mnie będzie żył Jezus. I umierałam z pragnienia, by móc wypowiedzieć te słowa tak szybko, jak to możliwe. Wiele razy, w medytacji nad nimi, spędzałam całe noce palona przez pragnienie. Aż nadszedł wreszcie tak bardzo upragniony dzień».

Spowiedź generalną Gemma odbyła u księdza biskupa Volpiego, który stał się jej spowiednikiem.

Pierwsze jej spotkanie z Jezusem Eucharystycznym miało miejsce 17 czerwca 1887 roku. Był piątek, święto Najświętszego Serca Pana Jezusa. «To, co zaszło między mną a Jezusem w tym momencie... nie potrafię tego wyrazić... Zrozumiałam wtedy, że rozkosze nieba nie są takie, jak te ziemskie. Ogarnęło mnie pragnienie ustawicznego trwania w zjednoczeniu z moim Bogiem. Czułam się coraz bardziej oderwana od świata i coraz bardziej gotowa do skupienia. Właśnie tego ranka Jezus powiedział mi o wielkim pragnieniu bycia zakonnicą».
 
Brat Gino
W 1893 roku Gemmą wstrząsnęła kolejna tragedia: śmierć brata Gino. Chłopak uczył się w seminarium i miał wkrótce przyjąć sakrament kapłaństwa. Zaraził się gruźlicą i zmarł 11 września 1894 roku, w wieku osiemnastu lat.
 
«Oblubienica Króla Ukrzyżowanego»
Pewnego dnia, w roku 1895, Gemma zdjęła złoty zegarek i powiedziała, że ukazał się jej Anioł Stróż, który powiedział: «Pamiętaj, że drogocenne naszyjniki, które przyozdabiają oblubienicę Króla Ukrzyżowanego, nie mogą mieć innej postaci, jak tylko cierni i krzyża».
«Czułam jak wzrasta we mnie ogromne pragnienie umiłowania Jezusa Ukrzyżowanego, a zarazem wielka chęć cierpienia i wspierania Go w Jego bólu». «Prosiłam Jezusa, by cierpieć i to wiele. Jezus wysłuchał mnie i zesłał na mnie chorobę stopy».
 
Nieszczęścia w rodzinie
«Zostaliśmy pozbawieni wszelkich środków» – pisze Gemma.
W 1897 roku sytuacja finansowa Galganich osiągnęła stan krytyczny. Nie do opisania jest rozpacz, jaka ogarnęła wszystkich, kiedy ojciec zachorował na raka gardła, który 11 listopada tego samego roku doprowadził go do grobu.
 
W Camaiore
Pewnym jest fakt, że jej czyste i subtelne piękno zawróciło w głowie dwóm młodzieńcom: jeden z nich to Romeo Dalle Lucche, a drugi – Girolamo Bertozzi, który ośmielił się nawet poprosić wujka Świętej o jej rękę. Ta jednak «zaledwie usłyszała te pogłoski, natychmiast uciekła z Camaiore i przybyła do nas, do Lukki». Zapytana przez członków rodziny, zdumionych jej powrotem, dziewczyna odpowiedziała: «Było mi dobrze, ale wiecie... był jeden, który by mnie zechciał. A ja nie chcę męża, ja chcę być cała dla Jezusa».
 
Choroba i cudowne uzdrowienie
W 1898 roku bieda zmusiła rodzinę Gemmy do przeprowadzki na zaludnioną przecznicę Lukki: Via del Biscione (obecnie Via Santa Gemma Galgani 23). Gemma «straciła całkowicie władanie w nogach, była sparaliżowana». Na koniec, 28 stycznia 1899 roku, doszedł «nieznośny ból głowy»: było to ropne zapalenie ucha środkowego o ostrym przebiegu.

«Dnia 2 lutego otrzymałam Komunię Świętą jako Wiatyk. Wyspowiadałam się i oczekiwałam momentu pójścia z Jezusem. I uwaga – lekarze, myśląc, że nie rozumiem, powiedzieli między sobą, że nie przeżyję do północy. Niech żyje Jezus!».
 
Święty Gabriel od Matki Bożej Bolesnej
Za sprawą sugestii s. Giulii Sestini ciocia Elisa udała się osobiście do pani Cecilii Giannini, by zapytać o jakiś obrazek z relikwią Świętego Gabriela. W mieście bowiem było wiadomo, że państwo Giannini gościli ojców pasjonistów. Od tej samej kobiety otrzymała ona również biografię Sługi Bożego Gabriela i przyniosła jej egzemplarz Gemmie. «W domu każdego wieczoru zaczęto odmawiać na jego cześć po trzy Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu».

Gemma przeczytała książkę wiele razy: «nie mogła się nią nasycić, czytała ją ponownie; podziwiała cnoty Sługi Bożego i jego postępowanie». Pewnego razu konfrater Gabriel ukazał się jej, by ją pocieszyć.

Następnej nocy ponownie ukazał się jej, nazwał ją «siostrą», «pogłaskał ją po czole», zdjął emblemat Męki i podał jej go do ucałowania; następnie położył go na pościeli, w miejscu, gdzie znajdowała się jej klatka piersiowa i powtórnie zawołał do niej z miłością braterską: «Siostro moja!».

Na zakończenie modlitw, na które bardzo osłabiona chora mogła zaledwie odpowiadać, jakiś głos zapytał dźwięcznie: «„Chcesz wyzdrowieć?" i sam odpowiedział: „Tak", a następnie dodał: „Wyzdrowiejesz: módl się z wiarą do Serca Jezusa; każdego wieczoru, aż do zakończenia nowenny, będę przychodzić do Ciebie i będziemy modlić się razem do Serca Jezusa"».

Po krótkim czasie Gemma została uzdrowiona. Domownicy płakali z radości. Jezus, przed opuszczeniem mnie tego dnia, rzekł: «Córko moja, po łasce, której ci udzieliłem tego poranka, nastąpią kolejne, o wiele większe».
 
«Ucz się, jak się kocha!»
Wieczorem, w Wielką Środę owego roku, po godzinie świętej, Gemma poczuła, że ogarnia ją szczególne skupienie, a jednocześnie osłabienie.

W następny piątek Gemma przyjęła Komunię sakramentalną: «Jezus przyszedł sam i oddał mi się».

Zmartwiona nieumiejętnością miłowania Go, «pewnego wieczoru, by uczynić się spokojniejszą, osiągnęłam w czasie modlitwy wewnętrzne skupienie, i po raz drugi znalazłam się przed obliczem Jezusa Ukrzyżowanego, który zwrócił się do mnie słowami: „Spójrz, córko, i ucz się, jak się kocha!", i pokazał mi pięć otwartych ran. „Widzisz ten krzyż, te ciernie, te gwoździe, te sińce, te zadrapania, te rany, tę krew? Wszystkie są dziełem miłości, i to miłości nieskończonej. Widzisz, do jakiego stopnia Cię umiłowałem? Chcesz mnie kochać naprawdę? Naucz się najpierw cierpieć. Cierpienie bowiem uczy miłości"».
 
Największa łaska, Stygmaty
W czwartkowy wieczór, 8 czerwca 1899 roku, w oktawie uroczystości Bożego Ciała oraz w wigilię święta Serca Jezusa, miały miejsce wydarzenia, które Gemma opisuje w ten sposób: «wcześniej niż zwykle odczułam wewnętrzny ból za moje grzechy; lecz doświadczyłam go z taką siłą, że więcej już nie wrócił; ów ból doprowadził mnie niemal do progu śmierci. Po tym przyszło skupienie wszystkich władz duszy: intelekt nie rozpoznawał niczego więcej, jak tylko moje grzechy i Bożą obrazę; pamięć przywoływała mi wszystkie przewinienia i pozwalała ujrzeć katusze, które Jezus cierpiał, aby mnie zbawić; wola sprawiała, że czułam wstręt do grzechów i skłaniała do złożenia obietnicy, że chcę znieść wszystko, aby za nie zadośćuczynić. Ogrom myśli zapełnił mój umysł, a były to myśli o bólu, miłości, lęku, nadziei i pokrzepieniu».

«Po skupieniu wewnętrznym natychmiast nastąpiło uniesienie zmysłów i znalazłam się przed moją Mamą niebiańską, po jej prawicy stał mój Anioł Stróż, który kazał mi odmówić akt skruchy. Po jego wyrecytowaniu Mama zwróciła się do mnie tymi słowami: „Córko, w imię Jezusa niech Ci będą odpuszczone wszystkie grzechy". Potem dodała: „Jezus, mój Syn, bardzo Cię kocha i chce Cię obdarować łaską; będziesz wiedziała, że jesteś jej godna?". Moja słaba osoba nie wiedziała, co odpowiedzieć. A Ona dodała: „Ja będę Ci matką, czy ty będziesz moją prawdziwą córką?". Rozpostarła płaszcz i okryła mnie nim. W tym momencie ukazał się również Jezus. Miał otwarte wszystkie rany, lecz nie wypływała z nich krew, a wydostawały się jakby płomienie ognia, które w pewnym momencie dotknęły moich rąk, stóp i serca. Poczułam się jak umarła i upadłabym na ziemię, lecz Mama mnie podtrzymała, nieustannie okrywając swoim płaszczem. Trwałam tak przez wiele godzin, ale czułam się dobrze w tym stanie. Później Mama pocałowała mnie w czoło i wszystko zniknęło mi z oczu; okazało się, że klęczę na ziemi i odczuwam jeszcze wielki ból w rękach, w stopach i w sercu. Podniosłam się, gdyż chciałam położyć się na łóżku i zauważyłam, że z okolic mojego ciała, w których odczuwałam ból, wypływa krew. Zakryłam sobie je najdokładniej jak mogłam i z pomocą mojego anioła położyłam się na łóżku. Jednak owe bóle, owe męczarnie, zamiast mnie dręczyć, przynosiły mi spokój doskonały. Rankiem musiałam podjąć wielki wysiłek, by udać się na przyjęcie Komunii Świętej. Założyłam rękawiczki, lecz tylko po to, aby ukryć ręce. Nie mogłam utrzymać się na stojąco, każdej chwili wydawało mi się, że mogę umrzeć. Te bóle trwały aż do trzeciej po południu dnia uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa». Od tej pory stygmaty pojawiały się w każdy piątek.
 
Gdy Jezus dopuszcza kogoś do szczególnego udziału w swoich cierpieniach, czyni to nie tylko na użytek tej jednej osoby, lecz dla dobra wielu dusz. Serce Gemmy było pełne litości dla biednych grzeszników. Oto dla ilustracji jeden fakt. Kiedy o. German po raz pierwszy odwiedził dom, w którym mieszkała Gemma, był świadkiem niezwykłego zdarzenia, które zostało opublikowane. 

W pewnym momencie Gemma oddaliła się od stołu, przy którym znajdowała się wraz z rodziną i o. Germanem. Domownicy domyślili się, że stanie się coś niezwykłego, więc wraz z kapłanem dyskretnie zbliżyli się do otwartych drzwi i byli świadkami istnej walki, jaką Święta toczyła z Jezusem o zbawienie pewnego grzesznika. Zwrócona ku miejscu, w którym ukazał się jej Zbawiciel, mówiła spokojnym, lecz stanowczym głosem: "Jezu, skoro tu jesteś, ponownie błagam Cię o nawrócenie mojego grzesznika" (tu wymieniła jego nazwisko). Jezus zdawał się odrzucać jej prośbę, ale nie ustępowała: "Zbaw go, o Jezu! Nie mów, że tego nie uczynisz, przecież jesteś samym Miłosierdziem, za niego przelałeś Swoją Krew tak samo jak za mnie! On się poprawi i nie będzie już grzeszył. Za niego ja siebie ofiaruję". W tym momencie Zbawiciel począł wyliczać jego bardzo ciężkie grzechy. Westchnęło biedne dziewczę przejęte grozą i zdawało się, że już traci nadzieję. Nagle olśniła ją nowa myśl i zawołała: "Jezu, Twoja Matka wstawia się za nim, czy możesz Jej odmówić?". Chrystus natychmiast ustąpił i Gemma w uniesieniu radości zawołała: "O Jezu, uratowałeś go! Będzie zbawiony!". 

Po tym wydarzeniu Gemma powróciła do zwykłego stanu. Wśród domowników będących pod wrażeniem tego, co się zdarzyło, zapanowało chwilowe milczenie. Później o. German zaczął przygotowywać się do wyjazdu. Wtem niespodzianie otworzyły się drzwi i wszedł ten, o którego zbawienie walczyła Gemma z Jezusem. Padł na kolana przed kapłanem i ze łzami błagał o wysłuchanie spowiedzi. Kapłan znał jego grzechy, więc pomógł mu, przypominając zapomniane. Pojednany z Bogiem grzesznik wyraził zgodę na ujawnienie tego zdarzenia. 

 

Pasjoniści
W ramach przygotowania do Roku Świętego 1900, w katedrze w Lukce, od 25 czerwca do 9 lipca 1899 roku, ojcowie pasjoniści: Gaetano, Adalberto, Ignazio i Callisto przeprowadzili słynne misje ludowe.
W lipcu uczestniczyła w nich również Gemma. «Co poczułam, gdy ujrzałam tych kapłanów kaznodziejów, tego nie mogę opisać! Wrażenie było naprawdę wielkie, gdyż rozpoznałam na nich ten sam habit, w jakim widziałam konfratra Gabriela, kiedy po raz pierwszy go ujrzałam. Ogarnęło mnie tak szczególne wzruszenie, że od owego dnia nie opuściłam już żadnej nauki misyjnej».
Pewnego ranka Jezus rzekł do Gemmy: «Ty będziesz córką mojej Męki, i to córką szczególnie umiłowaną. Jeden z tych synów będzie twoim ojcem. Idź i wyjaw mu wszystko».

Gemma zwróciła się do ojca Gaetano, któremu wcześniej zwierzała się częściej i który odsyłał ją zawsze oświeconą i szczęśliwą. On właśnie był tym, który pozwolił jej złożyć po raz pierwszy trzy śluby zakonne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.
 
W domu rodziny Gianninich
Ciotki Gemmy od początku pozwalały jej przebywać w domu rodziny Gianninich tylko w ciągu dnia, a tym samym zaprzestały namawiania jej do pozostania u nich na stałe. «Z pewnością» – jak stwierdza ks. Nicola Giannoni – «nie poszła tam jako służąca, lecz jako osoba z rodziny».
 
Ojciec Germano
«Tymczasem sprawy z piątku trwały» (Autobiografia). Biskup Volpi, jedyny spowiednik i ojciec duchowny Świętej, miał szczere wątpliwości co do ich pochodzenia. Pewnego dnia, mimo protestów Gemmy, odesłał ją na badania lekarskie.

Lecz ukrzyżowany Pan nie zostawił jej samej sobie. Pewnego dnia, będąc w stanie ekstazy, znalazła się przed Jezusem. «Ale nie byłam sama» – opowiada – «miałam obok siebie mężczyznę z siwymi włosami; po habicie poznałam, że to kapłan pasjonista. Miał złożone ręce i modlił się, modlił się żarliwie. Spojrzałam na niego, a Jezus zapytał mnie: „Córko, znasz go?" Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie. „Spójrz" – dodał – „ten kapłan będzie Twoim przewodnikiem i tym, który rozpozna w Tobie, słabym stworzeniu, nieskończone dzieło mojego miłosierdzia"».
29 stycznia następnego roku, 1900, Gemma napisała do kapłana, a był nim ojciec Germano, pierwszy długi list, natomiast na początku września mogła się z nim spotkać i porozmawiać.
W domu rodziny Gianninich Gemma miewała ekstazy niezwykle często, a wraz z nimi wizje i kolokwia. I często, bez wiedzy dziewczyny, jedne czy drugie były fotografowane przez Cecilię, Giustinę, Eufemię i Annettę Giannini.
 
Życie codzienne
«Gemma była zawsze bardzo łagodna i posłuszna, a przy tym prosta w swoim zachowaniu, bez jakiegokolwiek udawania, i nigdy nie zauważono w niej nawet cienia hipokryzji. Nie przejmowała się tym, czy jest wiarygodna czy nie; odpowiadała „tak" lub „nie", nie przejmując się, jak zostanie to odebrane. Zawsze była niezwykle dobra i miła dla wszystkich, lecz nie prawiła pochlebstw, co więcej, czasem nie potrafiła nawet powiedzieć: „dziękuję!" Potem jednak myślał o tym Jezus. Nie włączała się nigdy w prowadzone przy stole rozmowy o problemach czy sprawach rodzinnych. Częściej za to rozmawiała z dziećmi, Diną, Priscą, Guglielmą i Marią, które siedziały blisko niej, na ostatnich miejscach prostokątnego stołu».

«Gemma była zawsze bardzo naturalna» – kontynuuje Eufemia Giannini – «prosta i prawa we wszystkich swoich czynach, bez afiszowania się; poważna i zdystansowana, a przy tym pełna dobroci. Mówiła bardzo mało, lecz nigdy nie sprawiała wrażenia mrukliwej czy gburowatej. Była zawsze zadowolona, nigdy też nie okazała dezaprobaty czy odrazy wobec jakiejkolwiek sprawy. Dla siebie wybierała gorszą rzecz i ostatnie miejsce. Była chętna do prac domowych, takich jak sprzątanie ze stołu, a nawet czyszczenie obuwia wszystkich domowników, lecz nie robiła tego na pokaz».

«Trudno było namówić ją, by mówiła o sobie czy o swoich sprawach. Nigdy nas nie pouczała ani nie prowadziła długich rozmów, aby nie kreować się na nauczycielkę czy osobę uduchowioną».
 
Nieudane próby
Święta zaczęła odwiedzać Zakon Mniszek Służebnic Maryi – powszechnie zwanych „siostrzyczkami" – być może nie przed zamieszkaniem w domu rodziny Gianninich. Za każdym razem, kiedy u nich zostawała, czuła się naprawdę szczęśliwa, tak jak była szczęśliwa wśród prawdziwych sióstr: pracowała, odzyskiwała zapał, całe noce poświęcała kontemplacji przed Najświętszym Sakramentem.

W 1900 roku od ojca Gaetano Gemma dowiedziała się, że istnieją również mniszki pasjonistki. Odtąd nie mogła zaznać spokoju: «Od tej chwili moja myśl zatrzymała się na tych słowach: „Istnieją też pasjonistki" i moją wolą jest stać się pasjonistką».

Istnieje wiele listów zaadresowanych do kierownika duchowego i spowiednika, w których dziewczyna mówi o swoim pasjonistowskim powołaniu.

«Jestem zadowolona» – pisze podczas ostatniej choroby – «żyję cierpiąc nieustannie, lecz w pokoju, w ciszy. Nie proszę Go więcej o wstąpienie do klasztoru, jeżeli czeka mnie lepszy klasztor».
 
Ostatnie próby
Choroba postępowała. Mijają kolejne miesiące; i na końcu, by uniknąć ewentualnego zarażenia kogoś z otoczenia, postanowiono przenieść chorą do pobliskiego domu: nastąpiło to 24 stycznia 1903 roku, z ogromnym bólem wszystkich. Podczas opuszczenia domu płakała, mówiąc: «To już drugi raz jak tracę mamę, ale niech żyje Jezus!».
 
«Oto nadchodzi Oblubieniec!»
«Proszę mnie nie zostawiać do chwili, w której zostanę przybita do krzyża. Muszę być ukrzyżowana z Jezusem. Jezus powiedział mi, że Jego dzieci muszą umrzeć ukrzyżowane». Następnie pogrążyła się w bolesnej ekstazie, rozpostarła ramiona i pozostała nieruchomo w tej pozycji do godziny 13.30. «Proszę wpatrywać się w wizerunek konającego Jezusa, który został ukrzyżowany».

U kresu swojego życia nie doznała żadnego ludzkiego pocieszenia.

Kilka godzin przed odejściem z tego świata «wzięła w ręce krucyfiks i trzymając go na wysokości oczu oraz wpatrując się w niego, rzekła: „Widzisz, o Jezu? Więcej nie wytrzymam! Jeśli taka Twoja wola, przyjmij mnie!". Następnie podniosła oczy w kierunku wiszącego na ścianie obrazu Matki Najświętszej i dodała: „Mamo moja, powierzam Tobie moją duszę! Powiedz Jezusowi, aby okazał mi miłosierdzie!"».

«Ja chciałem» – oznajmia wicerektor kościoła Róży – «aby położono jej na klatce piersiowej emblemat pasjonistów, bo mimo że Gemma nie była pasjonistką w rzeczywistości, to z pewnością była nią sercem i najszczerszym pragnieniem».

«Była piękna jak anioł, spokojna, pogodna, uśmiechnięta jak zawsze, a – ponieważ cieszyła się szacunkiem – wielu przyszło ją odwiedzić i były to osoby każdego stanu».
 
Chwała
«Przeniesienie zwłok miało miejsce w wieczór wielkanocny». Sekcja zwłok potwierdziła, że Gemma zmarła na gruźlicę.

Cztery lata po śmierci Świętej ukazała się pierwsza biografia napisana przez ojca Germano, później przetłumaczona na wiele języków i czytana na całym świecie: aż trudno sobie wyobrazić, ile dobrego wśród ludzi uczyniło to dzieło.

W Lukce, 3 października 1907 roku, wszczęto procesy zwyczajne, a w Pizie, 20 stycznia 1922 – procesy apostolskie, dążące do beatyfikacji młodej kobiety.

14 maja 1933 roku Pius XI ogłosił ją błogosławioną, natomiast 2 maja 1940 nastąpiła uroczysta kanonizacja «ubogiej Gemmy» (wł. la povera Gemma), której przewodniczył Pius XII.
W końcu w klasztorze
Również fundacja klasztoru Pasjonistek w Lukce potwierdziła nadprzyrodzoną zdolność przewidywania Świętej. 2 października 1903 roku uczyniono pierwszy znaczący krok w sprawie założenia siedziby mniszek lukkijskich.

16 marca 1905 roku z Tarquinii przybyły pierwsze mniszki pasjonistki, matka Giuseppa i matka Gabriella.

Niedługo później dołączyło do nich siedem postulantek.

We wrześniu 1935 roku położono kamień węgielny pod budowę istniejącego do dziś klasztoru-sanktuarium (znajduje się on na tym samym terenie, co, zburzony w późniejszym czasie, poprzedni dom pasjonistek). W maju 1940 roku prace zostały praktycznie zakończone.
Gemma miała rację, kiedy odesłana z klasztoru w Tarquinii, zawołała żywiołowo: «Nie chciano mnie tam żywej, to wezmą mnie zmarłą». Również ciotka Elisa usłyszała kiedyś: «Niech ciocia posłucha, za życia mnie tu nie chcą, lecz będą mnie szukać po śmierci!».

8 września 1933 roku, z okazji beatyfikacji, na potrzeby obchodów uroczystości w diecezji, relikwie Świętej zostały przeniesione do katedry Świętego Marcina, a 2 października trafiły z powrotem do sanktuarium.
 
Cuda i łaski:

http://www.swietagemma.pl/swiadectwo/cuda-i-laski

Skarby Kościola:

Odsłony: 61