Nawrócenie Świętego Pawła

Opublikowano: piątek, 14 styczeń 2011 Magdalena Grąbczewska

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii

/ I Kor 9,16/


W  nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie,
w ciszy i ufności leży wasza siła.
Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą;
nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem.
Umacniam cię, jeszcze i wspomagam,
podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą

/Iz 30,15a; 41,1/



25 stycznia Kościół Katolicki obchodzi Święto Nawrócenia św. Pawła, dawniej Szawła, zwanego Apostołem Narodów. Św. Paweł urodził się jako Szaweł (Saul) w Tarsie (obecnie Tarsus) w Cylicji w żydowskiej rodzinie, posiadającej rzymskie obywatelstwo. Był synem faryzeusza z pokolenia Beniamina. Dokładna data urodzenia Szawła nie jest znana. Określa się ją na lata między 5 a 10 rokiem. Wychowywał się w środowisku żydowskiej diaspory, która w tym rejonie stykała się z kulturą hellenistyczną. Znał język aramejski i grecki. Jako młody faryzeusz, niezależnie od swojej pozycji społecznej, musiał nauczyć się jakiegoś rzemiosła - w przypadku Szawła była to umiejętność tkania płacht namiotowych. Jako młody faryzeusz był przeciwnikiem chrześcijan. Około 34 roku był przy ukamienowaniu św. Szczepana - pierwszego męczennika. Później osobiście zaangażował się w prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie. Około 35 roku wyposażony w listy polecające od Sanhedrynu, udał się do  Damaszku  z nakazem aresztowania zwolenników nowej drogi. Ale zamiast tego w Damaszku przyjął chrzest.

II Niedziala zwykła

Opublikowano: sobota, 19 styczeń 2013 Magdalena Grąbczewska

(J 2,1-12)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

„Tajemnicą światła jest początek znaków w Kanie (por. J 2, 1-12), gdy Chrystus, przemieniając wodę w wino, dzięki interwencji Maryi, pierwszej z wierzących, otwiera serca uczniów na wiarę”
(z listu apostolskiego Jana Pawła II „Rosarium Virginis Mariae” z 16 października 2002 r.)

Druga tajemnica światła prowadzi na wesele (por. J 2, 1-11). Opowiadanie o cudownej zamianie wody w wino jest jednym z najlepiej znanych fragmentów Dobrej Nowiny o Synu Bożym. Gdyby ktoś nas zapytał, co wydarzyło się w Kanie Galilejskiej, bez wahania opowiedzielibyśmy o nagłym braku wina na uczcie weselnej i cudownej interwencji Jezusa z Nazaretu, niejako „sprowokowanej” przez Jego Matkę. Jednak, aby tak naprawdę odkryć to wydarzenie, trzeba sięgnąć do Ewangelii.

Uroczystość Objawienia Pańskiego - Trzech Króli

Opublikowano: wtorek, 04 styczeń 2011 Magdalena Grąbczewska

Wszystkie ludy ziemi oddadzą Ci pokłon, o Panie, i wszystkie narody będą Ci służyły

/Ps 72, 11/

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? (…)A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

/Mt 2, 1-12/

6 stycznia w  Kościele  Katolickim obchodzona  jest uroczystość Objawienia Pańskiego,  tradycyjnie nazywana także Świętem Trzech Króli. Uroczystość ta  już w III w. znana była na Wschodzie. Około IV w. zaczęto obchodzić ją również na Zachodzie, gdzie  przeobraziła się w Święto Trzech Króli. W liturgii uroczystość ta wiąże się nierozerwalnie z Bożym Narodzeniem. Najszerszy opis tego wydarzenia znajdujemy w Ewangelii św. Mateusza.

Uroczystość Świętej Rodziny

Opublikowano: sobota, 29 grudzień 2012 Magdalena Grąbczewska

(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Kościół stawia nam dziś wzór rodziny mocnej Bogiem. Rodziny wyjątkowej, jedynej i niepowtarzalnej. Niepokalana matka i żona, sprawiedliwy mąż i po trzykroć święty sam Syn Boga jako dziecko. Jest to wzór niedościgły.

Z tego wcale nie wynika, że w tej Bożej Rodzinie nie było bolesnych napięć. Wystarczy wspomnieć napięcie, jakie istniało między Józefem a Maryją, zanim ten zdecydował się na przyjęcie Maryi w stanie błogosławionym; wystarczy wspomnieć ból związany z ucieczką do Egiptu. Czy też ból, który sygnalizuje św. Łukasz, kiedy Dziecko zostało w Jerozolimie nie powiadamiając o tym matki. Rodzina święta, ale napięcia, i to bolesne, miały w niej miejsce.

Uroczystość Narodzenia Pańskiego

Opublikowano: poniedziałek, 24 grudzień 2012 Magdalena Grąbczewska

(Łk 2,15-20)
Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Cóż to znaczy, że Bóg przychodzi do nas jako prawdziwe dziecko, w uniżeniu, w ubóstwie, znajdując pierwsze schronienie w stajni dla owiec? – Zapewne, Bóg chce nam odsłonić to, co w Nim najmniej znamy; to mianowicie, że jest On pokorny, że nie chce przesadnych dystansów, że chce usunąć lęk, zazwyczaj odczuwany wtedy, gdy grzeszne stworzenie staje wobec Świętego Boga... Bóg objawiający się w Dziecięciu w Betlejem, rzeczywiście, nie wzbudza lęku, pokonuje wszelki niedobry dystans, stając się nieprawdopodobnie bliski, wręcz bezradny i zdany całkowicie na człowieka... Bóg-Dziecię ośmiela i przyciąga! – Rodząca się w nas radość i ogarniający nasze serce pokój mogą stać się jeszcze większe, gdy uświadomimy sobie, że przez całe ziemskie życie Jezus zachowa te przymioty, które tak wyraźnie widać w grocie Narodzenia...

Również dziś, w Kościele, Bóg pozostaje bardzo bliski i pokorny w swej miłości, a przez to bardzo pociągający i przyciągający. – Wystarczy wziąć pierwszy lepszy dzienniczek duchowy, np. św. Faustyny, Gabrieli Bossis, sługi Bożej Leonii Nastał czy s. Roberty Babiak (obie służebniczki Najśw. Maryi Panny Niepokalanie Poczętej) itp., by przekonać się, że Jezus jest niezmiennie bliski, serdeczny, i że stara się przyciągnąć nas do Siebie więzami Miłości, jak u Ozeasza.

We Wcieleniu Syna Bożego jest wiele skarbów do odkrycia i wiele pożytków do wyciągnięcia. Mamy nadzieję, że kolejny rok liturgiczny – a zwłaszcza okres Bożego Narodzenia – przyniesie nam nowe zrozumienia i świeże olśnienia... Na koniec zapytajmy, co każdy, każda z nas osobiście może uznać za najważniejsze przesłanie, płynące z betlejemskiej groty. Święta są po to, by docierać do sedna chrześcijaństwa.– Zanim przytoczę poetycko wyrażone Orędzie z betlejemskiej groty, tak najprościej wyrażę wymowę Bożego narodzenia: oto Bóg Ojciec w ziemskich narodzinach Swego Syna z Dziewicy Maryi zapewnia nas, że bardzo miłuje człowieka i świat! Bóg, który miłuje bez granic i do końca, sięga po wszelkie środki „wyrazu” i przekonywania, by skutecznie przyciągnąć nas do Siebie. To sam Wcielony Syn ma pociągnąć nas za Sobą – do Ojca i zaprowadzić do Domu, do wiecznej Chwały! Nie jest to rzeczywistość sielankowa. Droga Jezusa-Zbawiciela i nasza droga z Nim Ojca jest trudna. Warto podjąć ją jeszcze raz, towarzysząc Jezusowi od samego początku, od Jego narodzin. Każdy kwadrans kontemplacji ewangelicznej otworzy nas na Miłość i Moc Jezusa. Bóstwo Jezusa, ukryte w jego świętym człowieczeństwie i przesłonięte (podkreślone) skrajnym ubóstwem świętej Rodziny, ma nam do zaofiarowania wiele darów. Niektóre z nich pięknie wskazał L. Noben w Orędziu z groty betlejemskiej:

Narodziłem się nagi – mówi Bóg – abyś potrafił wyrzekać się samego siebie.

Narodziłem się ubogi, abyś mógł uznać mnie za jedyne bogactwo.

Narodziłem się w stajni, abyś nauczył się uświęcać każde miejsce.

Narodziłem się bezsilny, abyś ty nigdy mnie się nie lękał.

Narodziłem się w miłości, abyś ty nigdy nie zwątpił w moją miłość.

Narodziłem się w nocy, abyś ty uwierzył, iż mogę rozjaśnić każdą rzeczywistość spowitą ciemnością.

Narodziłem się w ludzkiej postaci – mówi Bóg – abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą.

Narodziłem się jako człowiek, abyś ty mógł stać się „synem Bożym”.

Narodziłem się prześladowany od początku, abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności.

Narodziłem się w prostocie, abyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany.

Narodziłem się w twoim ludzkim życiu – mówi Bóg, – aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca.


Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata 
i wyciągasz do niego ręce, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, 
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom", 
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy, 
jest Boże Narodzenie.

/Matka Teresa z Kalkuty/