Ewangelia na Czwartą Niedzielę Zwykłą 3 luty 2019

Opublikowano: sobota, 02 luty 2019
1453807732Słowa Ewangelii wg Św. Łukasza
Jezus odrzucony w Nazarecie
 
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście».
A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum». I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się. (Łk 4, 21-30)
 
„ Czy nie jest to syn Józefa?”. Jezus pięknie mówi, ale nie czyni żadnych cudów - choćby takich jakich dokonał w Kafarnaum. Skłonność do sprowadzania Boga do ludzkich wyobrażeń jest dość powszechna, także w Kościele. Doszukiwanie się we wszystkim czynnika wyłącznie ludzkiego prowadzi do spłycania ważnych zdarzeń. Zamykanie się na wymiar Boski, który jest obecny w świecie i w historii, zamyka na obcowanie z tajemnicą. Herod, Piłat i wielu po nich, którzy odrzucili Boży wymiar rzeczywistości, wiodło życie płytkie. To niebezpieczeństwo jest aktualne w całej historii człowieka. Rozpoznanie Bożej tajemnicy w sprawach codziennych sprawia, że poszerzamy nasze horyzonty. Każdy z nas musi z pewnym niepokojem zadać sobie pytania: Czy Jezus dziwi się moją postawą? Czy w Niego powątpiewam? Czy źródłem mojego zwątpienia są sprawy, które nie układają się po mojej myśli? Czy staram się wznieść ponad zniechęcenie i przyjąć Boży punkt widzenia, biorąc pod uwagę wieczność?
 
Nikt nie czyni się prorokiem na własne życzenie. Bóg powołuje Proroka. Bóg ukształtował Go już w łonie matki, poznał, pokochał i posłał. Żaden Prorok nie jest mile widziany w ojczyźnie – zostaje odrzucony, bo słowo Proroka jest prawdą, ostrzem, które rani, jak myśl rzeźbiarza, która kruszy powierzchowność skały. Boleć będzie wszędzie.
 
Przybycie Jezusa do Nazaretu jest pielgrzymką do korzeni, powrotem Słowa do Myśli, Ojca, gdzie stało się Ciałem. Tu uczył się historii, tradycji, języka. To miejsce spotkania z Bogiem w rodzinnej wspólnocie, w której ważną rolę odegrały ich ludzkie i Boskie korzenie. Jezus idzie tam, jakby czegoś zapomniał. Jakby chciał dopełnić wspomnienie. Jest u początków głoszenia. „Hic verbum caro factum est”. Słowo ma spełnić misję, tu odprawi swe prorockie prymicje.
 
Ale jak pogodzić uniwersalizm zbawienia z ograniczonością przestrzeni serca, zaściankiem zbudowanym ze wspólnych kompleksów? Wtedy nie darowali Mu wdowy z Sarepty i Syryjczyka Naamana, dziś też Mu nie darują, rodziny, tradycji, sumienia. Co mają zrobić ludzie o zagubionych korzeniach? Pamięć rozbita w pył, jak po nalotach wojsk niemieckich ...
 
Dziś szukamy z Jezusem powrotnej drogi do naszych korzeni w mrokach trudnej przeszłości i chmurnego jutra. Głos Proroka prowadzi nas do domu Słowa. Nazaret jest jak ojczyzna, co najpierw znaczy - Rodzina. Tu probierzem jest miłość, która przebacza, cierpliwa i łaskawa. Świątynią słowa jest dom, który łączy, pełen wspomnień, gdzie buduje się wciąż mimo zniszczeń, ran i zniechęceń.
 
Liturgia na 3 luty :
Drugie czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian (1 Kor 12, 31 – 13, 13)
Hymn o miłości
 
Bracia:
Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.
 
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
 
Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
 
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
 
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
 
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.
 
Odsłony: 215