Nie poznali Go

Opublikowano: sobota, 25 kwiecień 2020
89259539 235594827841856 7481979200253984768 nSłowa Ewangelii według Świętego Łukasza 
Poznali Chrystusa przy łamaniu chleba
 
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
 
 
 
 
 
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
 
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
 
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
 
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.(Łk 24, 13-35)

 

Moja codzienność jest niczym Emaus…

Kiedy coś mnie zawodzi, ktoś nie spełnia moich oczekiwań, a kolejna próba kończy się klęską, uciekam w „bezpieczne” miejsce przeciętności mówiąc: „wystarczy”. W ten sposób tracę szansę, by w życiu coś się w końcu zmieniło. Spodziewam się, ale najchętniej wolałbym do tego nie przykładać ręki. Przyjmuję postawę: „najpierw poobserwuję, a potem podejmę decyzję, czy warto”. Ile pięknych chwil życia tracę przez takie postawy ucieczki, połowiczności i wyrachowania. Chcę, ale chyba tak naprawdę nie chcę.

Jestem podobny do uczniów „zwiewających” do Emaus? Ci dwaj są mega zniechęceni, bo zawiodły ich wszystkie nadzieje, które przed laty pokładali w świetlanej przyszłości. A przyszłość, gdy nadeszła, okazała się zupełnie inna, niż się spodziewali. Więc co?

Czują się teraz oszukani i wystawieni do wiatru. Miał przecież zmienić świat: usunąć ból i cierpienie, skutecznie uzdrowić chorych, nasycić głodnych, raz na zawsze położyć kres wojnom, wyrzucić rzymskiego okupanta, dołożyć faryzeuszom i najlepiej dać swoim uczniom na wieczność miejsce najbliżej siebie. A tu wszystko poszło zupełnie inaczej. Jezus dał się pojmać, ukrzyżować i umarł… Nic się nie zmieniło. Tylko czas straciliśmy. A zatem dajmy sobie spokój.

Ile takich smutnych ucieczek w bezpieczną sferę rozważania własnego dramatu jest w moim życiu. I zabijam siebie narzekaniem, użalaniem, szukaniem winnych i bezsensowną próbą zmiany biegu przeszłości. Co na to mój Mistrz, Jezus? On przede wszystkim jest ze mną tak jak towarzyszył uczniom w drodze do Emaus. On też pomaga mi zrozumieć to, co było – zaakceptować i wykorzystać. On w końcu „oddramatyzowuje” mój smutny los dając mi szersze spojrzenie na to, co się dzieje.

A to wszystko znajduję na Eucharystii – przy łamaniu Słowa i Chleba. Tam Go poznali Jego uczniowie. Tam i ja mogę Go spotkać.

Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

 

źródło
Obraz: Jacek Malczewski
"Chrystus w Emaus"

 
Odsłony: 130